Encyklopedia


I LO w Bytowie

Ostatnia aktualizacja: 08/01/2013, 09:16, przez: Marcin Hesse | Znalazłeś błąd? | Drukuj ten artykuł

Gałkowska Barbara

Gałkowska Barbara nauczyciel chemii, wicedyrektor - (z domu Loll, ur. 4 II 1934r.) – urodziła się w Krzemieńcu na Wołyniu (obecnie część Ukrainy), gdzie zamieszkiwała wraz z rodzicami i młodszą siostrą aż do wybuchu II wojny światowej w 1939r. Wołyń został zajęty 17 września 1939r. przez Związek Radziecki (Sowiecki), a w czerwcu 1941r. przez Niemców. Uciekając z Krzemieńca w okolice Wiśniowca (dawne włości Jeremiego Wiśniowieckiego), Jej rodzina uniknęła wywózki na Sybir, ale po roku 1942 zaczęły się mordy – ludobójstwo ludności polskiej przez bandy UPA i musieli na dobre uciec z Wołynia. Jej ucieczka wiodła przez Zbaraż, Podole, Lwów i Przemyśl do Przeworska (woj. rzeszowskie), a po zakończeniu wojny przyjechała z rodziną na Ziemie Odzyskane i zamieszkała w okolicach Bytowa.

Jej ojciec – Bernard Loll (ur. 1898r.) pochodził z Parchowa. W 1920r. został zmobilizowany i z polskim wojskiem poszedł na wojnę bolszewicką. Pod Kijowem został ranny, leczył się w Krzemieńcu. Tam poznał Jej matkę – Wincentynę Loll (z domu Misińska, ur. 1906r., która pracowała w szpitalu. Wstąpił do Państwowej Policji, gdzie pracował i wspólnie z żoną zamieszkał w Krzemieńcu. Matka pochodziła z Wiśniowca, pracowała zawodowo do urodzenia dzieci. Po wojnie rodzice postanowili przyjechać na Pomorze, do Bytowa, bo tutaj żył jeszcze pradziadek Pani Barbary i rodzeństwo jej ojca. Rodzina Matki została wywieziona na Sybir i tam zginęła, a część wymordowały bandy UPA w Wiśniowcu.  Jej rodzice objęli gospodarstwo koło Pomyska Wielkiego.

Edukację w szkołach podstawowych zaczęła dopiero po wojnie. We wrześniu 1945r. została przyjęta do IV i V klasy (1945/46) w Szkole Podstawowej w Parchowie. Mieszkała wówczas u dziadka nad jeziorem Mausz. Po otwarciu Szkoły Podstawowej w Pomysku Wielkim, przeniosła się i tam ukończyła klasę VI i VII. Z powodu wojny miała wiele braków i opóźnień w edukacji. Wszystko jednak nadrobiła w klasie uzupełniającej, którą musiała przejść, by zacząć naukę w liceum. Najpierw ukończyła klasę wstępną, a później kolejne cztery lata bytowskiego Liceum Pedagogicznego, w którym nie było wyboru profilu. Oprócz wiedzy ogólnej najważniejsze było stać się nauczycielem z autorytetem i umiejętnościami pedagogiczno-metodycznymi. W czerwcu 1953r. napisała maturę. Po ukończeniu szkoły otrzymała nakaz pracy nauczycielskiej w Szkole Podstawowej w powiecie bytowskim. Pracę rozpoczęła w Szkole Podstawowej w Tuchomiu od IX 1953r. W czerwcu 1954r. zmarł nagle Jej ojciec. Nie mogła marzyć o zwolnieniu z nakazu pracy i studiach dziennych. Musiała zapewnić warunki życia matce i siostrze, która rozpoczęła naukę w Liceum Pedagogicznym. Od 1 IX 1954r. otrzymała stanowisko nauczyciela kierującego tzw. „jednoklasówką”, to znaczy w szkole podstawowej, w której dzieci uczą się w klasie : I i II oraz III i IV łącznie, w Grzmiącej (koło Bytowa).

Następnie podjęła starania o przyjęcie na studia zaoczne, na wydziale mat-fiz-chem (kierunek chemiczny) na WSP w Gdańsku. Studia zaoczne ukończyła w 1960r. z tytułem magistra chemii. W międzyczasie, w roku szkolnym 1957/58 została przeniesiona do pracy w Szkole Podstawowej i Liceum Ogólnokształcącym w Bytowie na stanowisku nauczyciela chemii. 14 X 1972r. kurator Okręgu Szkolnego Koszalińskiego powołał Barbarę Gałkowską na stanowisko Profesora Szkoły Średniej (Liceum Ogólnokształcącego w Bytowie). W październiku  1984r. decyzją Międzywojewódzkiej Komisji Kwalifikacyjnej działającej przy Instytucie Kształcenia Nauczycieli im. Władysława Spasowskiego Oddziale Doskonalenia Nauczycieli w Koszalinie otrzymała drugi stopień specjalizacji zawodowej. W październiku 1976r. na podstawie przedłożonej rozprawy doktorskiej i po złożeniu przepisanych egzaminów uzyskała stopień naukowy doktora nauk chemicznych w zakresie dydaktyki nadany uchwałą Rady Wydziału Matematyczno-Fizyczno-Chemicznego Uniwersytetu Gdańskiego. Pracowała w Liceum Ogólnokształcącym w Bytowie do odejścia na emeryturę w 1986r.

W trakcie pracy nauczycielskiej w Liceum Ogólnokształcącym pełniła także funkcję nauczyciela metodyka chemii, zastępcy dyrektora szkoły, prezesa Zarządu Oddziału ZNP w Bytowie.

Praca w Związku Nauczycielstwa Polskiego miała inny charakter niż dydaktyczna w szkole, czy metodyczna z nauczycielami chemii. Każda jednak przynosiła Jej ogromne zadowolenie.

„Moim marzeniem były studia politechniczne. Niestety rychła śmierć ojca (miałam 19 lat) i trudne warunki życia nie pozwoliły mi na to. Studia na WSP – zaoczne, gwarantowały pomoc państwa. Zakwaterowanie, wyżywienie oraz podróż, jaką musiałam odbyć do szkoły były nieodpłatne. Myślę, że mimo wszystko zrealizowałam swoje marzenia. Zrobiłam magisterium z chemii i doktorat z nauk chemicznych z zakresu dydaktyki.”


Wywiad z panią wicedyrektor, który przeprowadziła Agnieszka Malek w czerwcu 2007 roku.

Czy została Pani nauczycielem z powołania?

Powojenne warunki większości młodzieży były bardzo trudne. Trzeba było patrzeć praktycznie na wszelkie wybory. Moje takie były. (Kiedyś mówiło się przed wojną, że jeśli masz trudne warunki życiowe, możesz zostać nauczycielem lub księdzem). Liceum Pedagogiczne było blisko miejsca zamieszkania i była tam klasa wstępna, wyrównująca braki programowe, przygotowujące do zawodu. Hamulcem do wstępu na uczelnię wyższą były jednak nakazy pracy- obowiązkowe. W tym okresie oświata cierpiała na ogólny brak nauczycieli. Wojna zrobiła swoje. Czy zostałam nauczycielem z powołania? Nie potrafię jednoznacznie na to pytanie odpowiedzieć. To nie był ten czas. Ale się nie pomyliłam. Dziś, gdyby przyszło mi wybierać zawód, poszłabym tą samą drogą. Pracę zaczęłam od prowadzenia klasy I SP i prowadzenia fizyki, chemii w klasie V i VII. Potem uczyłam w klasach łączonych I i II oraz III i IV. W SP i LO uczyłam klasy I, potem II i chemii od klasy VII – X. W klasie XI w programie chemii nie było, ale maturę można było zrobić jako przedmiot do wyboru. Po raz pierwszy byłam egzaminatorem z chemii na maturze w 1961r. SP i LO przy ul. Mierosławskiego 7. Wtedy upewniłam się, że dokonałam właściwego wyboru, jeżeli chodzi o zawód i nauczany przedmiot.

Czy jest Pani w pełni usatysfakcjonowana wynikami swojej pracy, włożonej w kształcenie młodzieży?

W trakcie mojej 30-letniej pracy w Liceum Ogólnym wiele się w oświacie zmieniło. Zmieniła się organizacja szkoły (patrz nazwy), zmieniły się profile programowe, np.: program mat-fiz, biol-chem, ogólny. W pełni satysfakcjonowała mnie praca w klasach o -profilu biologiczno-chemicznym. Absolwenci tego profilu wybierali studia medyczne, technologiczne (technologia żywienia), rolnicze. Odrębną nieco sprawą, ale także przynosząca zadowolenie było prowadzenie praktyk pedagogicznych ze studentami chemii Uniwersytetu Gdańskiego i Poznańskiego. Te praktyki trwały przez okres kilku lat. Praktyka w szkole to jeden z elementów przygotowania studentów do pracy w zawodzie nauczycielskim, a także uczniów do konkursów, olimpiad i egzaminów maturalnych z chemii. Ciężka to była praca, ale efekty tej pracy myślę, że były widoczne.

Co według Pani jest najważniejsze w postępowaniu z młodymi ludźmi?

W pracy z młodzieżą ważne są zajęcia dydaktyczne i wychowawcze. Na lekcjach trzeba sumiennie pracować, pokazywać rzetelną wiedzę i stawiać wymagania sobie i młodzieży. Postępowanie nauczycieli winno być zgodne z głoszonymi zasadami, a młodzież należy darzyć szacunkiem i zaufaniem. Bardzo ważnym elementem są oceny i ocenianie. Oceny winny być obiektywne, wyważone i sprawiedliwe. 
Czy miała Pani okazję poznać swoich uczniów „prywatnie” ?

Tak. Wielu. Wyrośli na mądrych i zacnych ludzi, świetnie prosperujących w dorosłym życiu.

Czy dzisiejsza młodzież bardzo różni się od tej, którą Pani wychowywała?

Pracę nauczycielską rozpoczęłam we wrześniu 1953r, a na emeryturę poszłam w sierpniu 1986r. Po odejściu na emeryturę pełniłam z wyboru funkcję prezesa Zarządu Oddziału ZNP w Bytowie do połowy 1991r. Na tym zakończyłam działalność zawodową i związkową. W okresie czynności zawodowej obserwowało się zmiany w rozwoju i zachowaniu młodzieży. Inny był okres powojenny, inny koniec XX wieku. Młodzież zawsze realizowała wybrane przez siebie cele. Wcześniej było trudniej i biedniej. Dziś pełny dostęp do środków przekazu- telewizji, Internetu, wpływa na wszechstronny rozwój młodzieży. Kształtuje ich zainteresowania, rozwija zdolności. Bardzo ważnym elementem kształcenia stała się większa dostępność do nauki języków obcych. Stąd młodzież ma szeroki wybór kierunków kształcenia i otwarte okno na świat.

Więc podsumowując, jak ocenia Pani swoją pracę?

Nie wypada oceniać swojej pracy. Mogę tylko powiedzieć, że w okresie pracy otrzymałam liczne nagrody za specjalne osiągnięcia pracy dydaktycznej i wychowawczej, także liczne odznaczenia państwowe i resortowe oraz wyróżnienia ZNP. Największą satysfakcję sprawiały mi opinie absolwentów – studentów wyższych uczelni, że tam gdzie była chemia jako przedmiot studiów, nie mieli kłopotów z realizacją tego programu.

Jeśli chodzi o system oceniania; który lepiej obrazuje wiedzę ucznia, teraźniejszy czy ten obowiązujący za czasów Pani nauczania?

W okresie mojej pracy zawodowej obowiązywała skala ocen czterostopniowa: bdb, db, dst i nd. Była ona zbyt wąska, stąd rozszerzyliśmy ją dodając plus lub minus do określonej oceny. Nie łatwo było oceniać. Pod koniec mojej pracy nauczycielskiej, stosowano już testy. Wyniki testu obiektywizowały oceny wystawiane przez nauczyciela, teraz są nowe możliwości. To dobrze, że są. Skala ocen jest sześciostopniowa i narzędzia pomiaru są bardziej zobiektywizowane, co wskazuje na dobry kierunek zmian. Nie odniosą się jednak do wiedzy uczniów.

A matury?

Wokół przepisów określających nowy system maturalny jest okropnie dużo szumu medialnego. Najwięcej wątpliwości budzi w nim świadectwo maturalne z oceną niedostateczną z przedmiotu. Rokuje to negatywnie na przyszłość i to dla szkół, jak i młodzieży.

Jak wspomina Pani swój egzamin dojrzałości?

Kończyłam Liceum Pedagogiczne przygotowujące do pracy w zawodzie nauczycielskim. Egzamin pisemny składało się obowiązkowo z trzech przedmiotów: z języka polskiego, matematyki i pedagogiki w kolejnych trzech dniach. Po krótkiej przerwie przystępowało się do egzaminów ustnych, w jednym dniu. Na dużej sali – auli – zdawało się egzaminy z przedmiotów przed kilkoma komisjami, zmieniając kolejne krzesła, np.: pedagogika i metodyka nauczania początkowego, psychologia, język polski z metodyką, język rosyjski z metodyką, nauka o konstytucji z metodyką, matematyka z metodyką. Egzamin maturalny był bardzo dużym obciążeniem zarówno fizycznym jak i psychicznym. Potem uroczystość rozdania świadectw maturalnych, bal absolwentów i wakacje. Wakacje bardzo pracowite, bez prądu elektrycznego, radia, adaptera itp. w domu, na wsi, ale z nakazem pracy od września 1953r.

Co wspomina Pani najmilej z czasów swojej kadencji?

Wszystko było dobrze zorganizowane i miłe. Najbardziej jednak „uszczęśliwili” mnie uczniowie wygrywający konkursy chemiczne, startujący w olimpiadach chemicznych, wybierający studia, gdzie chemia była przydatna i pracujący dziś naukowo na kierunkach chemicznych wyższych uczelni.

 

Hasła pokrewne: nauczyciele, dyrekcja, chemia