Encyklopedia


I LO w Bytowie

Ostatnia aktualizacja: 01/03/2013, 12:31, przez: Radosław Wera | Znalazłeś błąd? | Drukuj ten artykuł

Felskowski Roman

Felskowski Roman- urodził się w Lubieszynie (powiat kościerski) w 1931 roku. Syn nauczyciela. Przez dwa lata uczęszczał do szkoły podstawowej, zaś po wybuchu wojny do szkoły niemieckiej. Kontynuował swą naukę w liceum w klasie o profilu matematyczno-fizycznym, które ukończył w 1950 roku. Studiował w Państwowej Wyższej Szkole Publicznej przez trzy lata, potem rozpoczął studia magisterskie w Poznaniu.
Potem został nauczycielem w Liceum Ogólnokształcącym w Bytowie, gdzie 1 kwietnia 1981 roku został zastępcą dyrektora, a w 1991 dyrektorem. Funkcję tą pełnił do 31 sierpnia, kiedy to odszedł na emeryturę.

Wywiad z panem dyrektorem, który przeprowadziła Aleksandra Kożyczkowska i Paulina Wojnik w czerwcu 2007 roku.

Czy został Pan nauczycielem z powołania?

Roman Felskowski: Mimo tego, iż ojciec zawsze powtarzał, że zawód nauczyciela jest najgorszym i najcięższym, i dlatego nie chciałby, aby którekolwiek z naszej czwórki pełniło taką funkcję, stało się inaczej. Zarówno ja, jak i moja starsza siostra zostaliśmy nauczycielami. Zawsze uważałem, że żaden inny zawód nie daje tyle satysfakcji niż ten, w którym kształtuje się ludzi. Owszem, cudownie budować domy, lecz budowanie wnętrza drugiego człowieka należy do bardziej zadowalających.

Czy jest Pan w pełni usatysfakcjonowany wynikami swej pracy, włożonej w kształcenie młodzieży?

Tak. Myślę, że wyrośli na dobrych i mądrych ludzi. Kiedy ostatnio dokonałem przeglądu moich byłych uczniów, to zauważyłem, że wielu z nich pełni ważne funkcje w naszym mieście i nie tylko. Jeden z moich byłych uczniów jest arcybiskupem.

Co według Pana jest najważniejsze w postępowaniu z młodymi ludźmi?

Dyscyplina przede wszystkim. Czasami miałem sobie za złe, ze na moich lekcjach bywało zbyt swobodnie, jednak kiedy zbliżały się rozliczenia, to nie było litości. Należy również pamiętać, że uczeń to też człowiek. (z uśmiechem).

Czy miał Pan okazję poznać swoich uczniów tak „prywatnie”?

Ucznia poznawało się najlepiej podczas wycieczek, wyjazdów na bardzo popularne wówczas „wykopki” oraz na „sadzeniu lasów”. Często okazywało się, że prymusi byli egoistami, a klasowi łobuzi najbardziej pomocni. To bywało zaskakujące.

Czy dzisiejsza młodzież bardzo różni się od tej, którą Pan wychowywał?

Muszę powiedzieć, że niestety, ale różni się w pejoratywny sposób. To rzeczywistość tworzy ludzi. Kiedyś chłopcy żyli głównie sportem, dzisiaj sport został zastąpiony przez komputery i telewizję. Młodzież nabywa wiele negatywnych cech od bohaterów z gier i filmów. Są bardziej agresywni i wulgarni. Inne wartości stawiają na pierwszym miejscu. Również szacunek okazywany nauczycielom, teraz został zminimalizowany. Alkohol na wycieczkach? Nikomu by to do głowy nie przyszło!

Więc podsumowując, jak Pan ocenia swoją pracę?

Sam nie potrafię tego zrobić. Najlepszym sędzią jest uczeń.

W pracy z młodzieżą zdarza się wiele śmiesznych i zaskakujących sytuacji. Czy mógłby Pan przytoczyć którąś z nich?

Kiedyś bardzo popularne było rozdawanie cukierków podczas urodzin któregoś z uczniów. Często te, które zostawały, gromadziliśmy w szafach stojących z tyłu klasy. Pamiętam, że była to klasa numer 16. Podczas lekcji na swoim biurku znalazłem karteczkę z prośbą: „Panie profesorze, proszę o cukierka. D4”. Następne dwie karteczki, również podłożone, były o podobnej treści. Bardzo zdziwił mnie podpis owego anonima. Spojrzałem w dziennik i od końca spisu uczniów policzyłem do czterech. Spojrzałem na daną uczennicę, która nagle stanęła cała w pąsach. Oczywiście otrzymała cukierka. (śmiech).

Jeśli chodzi o system oceniania; który lepiej obrazuje wiedzę ucznia, teraźniejszy czy ten obowiązujący za czasów Pana nauczania?

Uważam, że błędem było wprowadzenie oceny „miernej”, gdyż pozwala ona na lenistwo ucznia i łatwe ‘przechodzenie’ do następnej klasy.

A matury?

Są zalety, jak również wady „nowej” matury. Dobre jest to, że praca sprawdzana jest przez nauczycieli z innych miast oraz, że jest przekrojowa. Sprawdza wszystkie umiejętności ucznia, nie tylko z konkretnego działu. Jednak stopień trudności jest o wiele niższy.

Jak Pan wspomina swój egzamin dojrzałości?

Teraz, w perspektywie czasu, mając za sobą wszystkie egzaminy studenckie, matura wydaje się być „pestką”. Najbardziej, ze wszystkich zdanych egzaminów uszczęśliwił mnie dyplom ukończenia studiów w Poznaniu.

Co wspomina Pan najmilej z czasów swej kadencji?

Było tak wiele przyjemnych sytuacji, że nie sposób ich wszystkich opowiedzieć. Jednak najbardziej zapadło mi w pamięci zachowanie uczniów, kiedy dowiedzieli się, że zostałem zastępcą dyrektora. Chłopcy czekali na mnie w pewnej odległości od szkoły z rowerami. Wprowadzili mnie, a na miejscu wręczyli woreczek z orzechami. Widząc moje zdziwienie, wytłumaczyli, iż są to orzechy, po to by umieć rozgryzać trudne problemy.

opracowanie: Paulina Wojnik, Aleksandra Kożyczkowska